Krzyżak przybrany był w szmelcowany błękitny pancerz, w takież nabiodrza i w takiż hełm z podniesioną przyłbicą i ze wspaniałym pawim pióropuszem na grzebieniu. Zbyszkowi piersi, boki i grzbiet opinała pyszna mediolańska zbroja, którą był swego czasu zdobył na Fryzach. Na głowie miał hełm z okapem, nie zamknięty i bez piór, na nogach bycze skórznie. Na lewych ramionach dźwigali tarcze z herbami... W prawicach dźwigali szerokie straszne topory, osadzone na dębowych poczerniałych toporzyskach, dłuższych niż ramię rosłego męża”.
Że tacy zakuci w żelazo rycerze przemierzali czasem te same ścieżki co i my dzisiaj - nie uświadamiamy sobie codziennie. To dla nas historia, i to tak odległa, że aż niemal odrealniona. Postać w zbroi, wartej dobrą majętność, nierzadko kojarzy się nam już tylko z bohaterem literackim lub legendarnym. Dużo łatwiej obudzić uśpioną wyobraźnię, kiedy znajdziemy się na jakimś zamku, bo czy widział kto kiedy zamek bez rycerzy? A zamków ci u nas dostatek... Ich mury ożywają w ściśle ustalonych godzinach, napełniając się gwarem zwiedzających. Zwiedzający - to gość, a co z gospodarzem? patrzy nieraz z portretu, czasem jego sylwetkę przybliży nam przewodnik - gawędziarz (tylko trafić na takiego to cud, częstszą kategorią jest przewodnik - nudziarz), a czasem nie poznajemy go w ogóle.
Raduje się więc dusza (zdziwiwszy się przedtem setnie), gdy na zamku ogrodzienieckim wita przybysza szlachcic w kontuszu, z szablą u boku. Jan to czy Seweryn Boner, a może Jan lub Mikołaj Firlej, lub też Stanisław Warszycki? Zgadywać by długo, bo wielu właścicieli miał zamek Ogrodzieniec, najokazalsza i bodaj najbardziej interesująca (choć to rzecz gustu) wśród warowni na Szlaku Orlich Gniazd. Zbudowany - w miejsce poprzedniego drewnianego zamku, urządzony był kosztownie, z przepychem, a nawet ze zbytkiem. W tym samym czasie dla jednych był domem i majątkiem (i to takim, którym można się chwalić i chlubić), dla innych koszarami (na zamku zawsze przebywała drużyna żołnierzy utrzymująca sprawność bojową), a także ośrodkiem administracyjnym. Były tu prawdopodobnie i krużganki piętrowe na wzór Wawelu, i profilowana kamieniarka okienna i drzwiowa, i kapitele, i freski, i wspaniałe komnaty różnej wielkości... A w komnatach? - „Krzesła aksamitne ze srebrnymi ozdobami i rzezane, obok naczyń z górskiego kryształu oprawnych w złoto i kokosów, tj. kubków z kokosowego orzecha, na kredensach stały farfary i szkła drogocenne, że je przed najazdem szwedzkim wraz z najdroższymi klejnotami zakopano w ziemi”.
Dziś pozostały malownicze ruiny wkomponowane w skały jurajskie o niespotykanej plastyce. Widoczne są z daleka, gdyż warownię zbudowano na znacznym wypiętrzeniu skalnym, najwyższym w całym pasie wyżyny rozciągającej się między Krakowem a Częstochową (504 m n.p.m.). Nim znajdziemy się na zamku, musimy przejść obszerny dziedziniec - przedzamcze (ok. 3 ha), punkt zborny całej załogi twierdzy, a także miejsce zjazdów i igrzysk rycerskich. To tutaj rycerze stawali w szranki „na walkę pieszą alibo konną, na kopie, na topory, na krótkie albo długie miecze”. Jeśli więc mamy ich spotkać i dziś, to nie gdzie indziej, jak na tym dziedzińcu. Nie walczą „na niewolę” ani - uchowaj Boże - na śmierć i życie, jak drzewiej bywało, ale ku uciesze gawiedzi, ściągającej licznie, bo rozrywka ta, „stara jak baśń”, wskrzeszona przez powstające ostatnio bractwa parające się rycerskim rzemiosłem, nie jest jednak zbyt często spotykana.
Cieszy więc fakt, że wiekowe mury, które niegdyś tyle widziały, znów mogą być od czasu do czasu świadkami rycerskich potyczek. Jeszcze bardziej cieszy, że i my możemy w tym uczestniczyć: zbrojnych mężów obejrzeć, miodem pitnym się uraczyć, a komu mało wrażeń i w dyby zakutym być może... Tags: Ogrodzieniec, zamek, Jura, Orle Gniazda
Powrót: Konkurs
|